Następczyni Alexandra McQueen'a
2010-09-09
W lutym tego roku świat mody musiał pożegnać się z jednym z jego największych wizjonerów – Lee McQueen'em – twórcą marki Alexander McQueen. Dom mody postanowił jednak kontynuować swoją działalność bez jego założyciela.
Ostatnią kolekcją, którą stworzył Lee była ta na sezon jesień/zima 2010. Widoczna jest tu silna inspiracja barokiem i Bizancjum, a zewsząd uderza przepych. Barokowe nadruki, hafty i obfite zdobienia – wszystko to przepełnia ostatnią kolekcję projektanta.
McQueen był uważany za jednego z większych umysłów rynku mody i dla wielu osób decyzja o kontynuowaniu jego „dzieła” była dość zaskakująca. Wydawało się prawie niewykonalnym, aby znaleźć kogoś, kto zastąpiłby osobę tak kreatywną i oryginalną. Na szczęście w 1996 roku pod skrzydła McQueen'a trafiła Sarah Burton. Stała się ona niezwykle bliską współpracowniczką projektanta i od 2000 była odpowiedzialna za damską linię.
Długo oczekiwano na kolekcję, którą stworzył ktoś inny niż twórca domu mody. W połowie czerwca ukazała się ta stworzona przez Burton na sezon wiosna/lato 2011. Jest ona swojego rodzaju hołdem dla McQueena, bo pojawiają się tu uwielbiane przez niego wzory i motywy. Nowa dyrektor kreatywna wprowadziła jednak nieco więcej „światła” i delikatności do kolekcji. Rozgoniła trochę mrok, który był nieodłącznym elementem prac projektanta. W jej kolekcji pojawiają się faktury, które uwielbiał McQueen i których często używał. Zastosowała wiele spokojniejszych i klasycznych krojów, ale nie odebrała ubraniom charakteru projektanta. W dodatkach pozostawiła także dwa znane fasony torebek: de-manta i „four finger” - torebkę z „pierścionkiem” na cztery palce. Szczerze mówiąc, kolekcja Burton robi bardzo pozytywne wrażenie i pozostaje tylko czekać do momentu, kiedy zobaczymy ją na wybiegu, a później na ulicach.Nowa dyrektor kreatywna ku zaskoczeniu wielu osób naprawdę podołała zadaniu i zrobiła to w wielkim stylu. Pozostaje pogratulować.
/KMA/













Podaj swój adres e-mail
