Rozrywka

Share |
2010-08-20

Muzykę trzeba poczuć

Łukasz Zagrobelny wyprowadził się z pięknego Wrocławia do stolicy, gdzie znalazł przyjaciół, wymarzoną pracę i wspaniałe miejsce do życia. Przez kilka lat był jedną z gwiazd Teatru Muzycznego Roma.

Całym sercem poświęca się muzyce, która jest jego największą pasją.



Panie Łukaszu, studiował Pan na Akademii Muzycznej dyrygenturę. Niektórzy twierdzą, że to proste studia, a inni, że wręcz przeciwnie. Jak to było w Pana przypadku?
Studia muzyczne nigdy nie są prostą sprawą. Nie wystarczy tylko zapisać się i chodzić na zajęcia. Trzeba naprawdę wiele się nauczyć i bardzo przykładać, aby uzyskać dyplom. Przez pierwsze dwa lata uczęszczałem na studia dzienne, a później, ze względu na pracę w teatrze, przeszedłem na indywidualny tok studiów. Musiałem zdawać wszystkie zaliczenia i kolokwia, miałem dużo wymagających przedmiotów teoretycznych – historię muzyki, kształcenie słuchu, harmonię, formy muzyczne, a także przedmioty pedagogiczne ukierunkowujące w stronę nauczania. Do opanowania była też gra na trzech instrumentach muzycznych. Ponieważ już w trakcie studiów wiedziałem, że moja kariera zmierza w inną stronę i nie zostanę dyrygentem chóralnym, koncentrowałem się na kilku wybranych przedmiotach, a resztę zaliczałem tylko na oceny dostateczne. Najważniejszy był dla mnie instrument, emisja głosu i kształcenie słuchu.

Jak zaczęła się Pana przygoda z Teatrem Muzycznym Roma?

W 1999 roku wystąpiłem na koncercie debiutów w Opolu. Poznałem tam Natalię Kukulską, która zapowiadała mój występ. Zobaczył mnie wtedy na scenie Maciej Pawłowski, kierownik muzyczny Teatru Roma i zaprosił na casting do musicalu „Miss Saigon”. Pokazałem się z dobrej strony, dostałem angaż i zagrałem jedną z głównych ról w przedstawieniu. Po dwóch latach na deskach Teatru Roma pojawiła się gościnnie Natalia Kukulska i miałem przyjemność partnerować jej na scenie.

Na jesień przygotowywana jest kolejna premiera... Następny hit z Broadway’u w Teatrze Muzycznym Roma – Les Miserables...
Zgadza się. „Les Miserables” to musical, który powstał na podstawie powieści „Nędznicy” Wiktora Hugo. W przedstawieniu będę grał jedną z głównych ról – charyzmatycznego Enjolras’a. Jest on przywódcą grupy studentów, którzy podejmują walkę w paryskim powstaniu. To bardzo ciekawa rola rewolucjonisty oddanego ojczyźnie. Czeka mnie wyraziste i dynamiczne śpiewanie. Obecnie jesteśmy na etapie prób, a premiera zaplanowana jest na 25 września.



Rozumiem, że Pana największe pasje to muzyka, muzyka i... muzyka? Czy może jest coś jeszcze poza muzyką?
Oczywiście, że tak. Moim wielkim marzeniem jest lotnictwo. Uwielbiam latać w przestworzach i często wyobrażam sobie, że pilotuję duży samolot pasażerski. To moja wielka pasja. Każda wizyta na lotnisku i każdy lot, to dla mnie wielkie przeżycie. Zdarzyło się, że byłem zaproszony do kabiny pilotów – był to dla mnie totalny odjazd. Na razie trenuję pilotaż, wirtualnie latając na komputerowym symulatorze. Myślę, że kiedy przyjdzie spokojniejszy moment w moim życiu i będę miał więcej czasu dla siebie, pójdę na kurs i zrobię licencję pilota. Wtedy będę mógł zakosztować tego, co na razie jest moim niezrealizowanym marzeniem

Przeniósł się Pan z Wrocławia do Warszawy. Czy nie żałuje Pan trochę tej przeprowadzki? Jak żyje się Panu w stolicy?
Zależy, z której strony na to spojrzeć. Muszę przyznać, że początkowo było mi trudno przestawić się na taki warszawski rytm życia. Tu żyje się zdecydowanie szybciej, ale po pewnym czasie przywykłem do tego. Mieszkam w stolicy już od dziesięciu lat i bardzo polubiłem to miasto. To właśnie w Warszawie mogę realizować moje marzenia i nie żałuję opuszczenia Wrocławia, choć tam na zawsze pozostanie moje serce. Zadomowiłem się jednak w Warszawie, która stała się moim drugim rodzinnym miastem. Tutaj mam moje wymarzone mieszkanie i mogę wieść przyjemne życie. Za każdym razem, gdy wracam z trasy czuję, że naprawdę jestem w domu.

Współpracował Pan z wieloma polskimi artystami? Z kim pracowało się Panu najlepiej i od kogo najwięcej się pan nauczył?
Najdłużej współpracowałem z Natalią Kukulską i myślę, że to od niej najwięcej się nauczyłem. Śpiewałem u niej w chórkach przez prawie sześć lat. Była to dla mnie wspaniała i bardzo owocna przygoda. Do tej pory pozostajemy w kontakcie. Wiele mi dało to, że mogłem obserwować Natalię przy pracy i w trakcie przygotowań do koncertów. Były to cenne doświadczenia, które wykorzystuję do dziś. Prócz tego, jeżdżąc z Natalią na koncerty, odwiedziłem wiele wspaniałych miejsc. Pierwszy raz poleciałem wtedy za ocean do Stanów Zjednoczonych, w Watykanie wystąpiliśmy na prywatnym koncercie dla Jana Pawła II, mogłem też osobiście spotkać się z Jose Carrerasem. Dzięki Natalii Kukulskiej poznałem też wielu polskich muzyków, którzy potem pomogli mi nagrać moją pierwszą płytę, a także Piotra Siejkę, mojego pierwszego producenta, który napisał kilka moich przebojów.

Jakiej muzyki Pan najchętniej słucha i jacy są Pana ulubieni wykonawcy?
Nie przepadam za muzyką elektroniczną. Nie pasuje mi takie komputerowe granie. Wolę żywych muzyków, bo wtedy mogę usłyszeć serce i talent, które wkładają w grę. Zawsze mam pod ręką muzykę Bryana Adamsa, Erica Beneta, Nate’a Jamesa. Kiedyś bardzo lubiłem Whitney Houston i teraz serce mi płacze, gdy słyszę, co się stało z jej głosem. Cenię też Stevie’go Wondera, Stinga, Arethę Franklin i George’a Michaela. Mam też wszystkie kawałki Michaela Jacksona i uważam, że był to absolutny geniusz, który odegrał dużą rolę w historii muzyki. Oczywiście lubię też utwory z musicali takich jak Miss Saigon, Les Miserables czy Notre-Dame de Paris. Po prostu lubię melodyjne utwory śpiewane przez ludzi obdarzonych silnymi głosami.

A proszę powiedzieć, czy już znamy prawdziwą twarz Łukasza Zagrobelnego czy dopiero ją poznamy?
Trudno powiedzieć. Uważam, że w muzyce mam jeszcze dużo do pokazania, cały czas jeszcze odkrywam sam siebie. Mam nadzie ję, że moja kolejna odsłona będzie miała miejsce w przyszłym roku, kiedy to planuję wydać nową płytę. Na pewno nie jest tak, że stanąłem w miejscu i już nic nowego w życiu nie pokażę. Wtedy musiałbym zmienić zawód, a jestem od tego bardzo daleki. Cały czas w muzyce pojawiają się nowe nurty, które bardzo mnie fascynują i są dla mnie inspiracją. Można chyba powiedzieć, że na razie pokazałem pół swojej muzycznej twarzy...



A wiadomo już, co będzie na tej kolejnej płycie?
Nie lubię opowiadać o tym, co dopiero nagram, albo zaśpiewam. Takie gadanie o muzyce nie ma sensu. Trzeba jej posłuchać, poczuć ją, bo inaczej rozmowa nic nam nie da. Jak tylko coś będzie już nagrane, będziemy mogli wrócić do tematu.

Gdzie zatem w najbliższym czasie będziemy mogli posłuchać Łukasza Zagrobelnego?
Na początku maja ruszyła moja letnia trasa koncertowa po całej Polsce. Koncertów będzie naprawdę dużo, z czego się bardzo cieszę, bo to znaczy, że publiczność o mnie nie zapomina i chce słuchać moich piosenek. Mimo tego, przed każdym koncertem mam obawę, czy przyjdą ludzie… Ku mojej radości ciągle przychodzą, chcą się bawić i razem ze mną przeżywać muzykę. Wszystkie informacje na temat koncertów można znaleźć na mojej stronie internetowej www.lukaszzagrobelny.com

Rozmawiał: Maciej Kocuj
Foto: Rafał Masłow/ QL Music