Rozrywka

Share |
2010-08-06

Każda płyta to ewolucja

„CoMix”  - nowa płyta autorstwa Natalii Kukulskiej i jej męża Michała Dąbrówki. O pracy nad płytą, muzyce, rodzinie, wyjazdach i koncertach rozmawialiśmy z Natalią Kukulską.



Czy po zakończeniu pracy nad płytą jest Pani spokojna i wyciszona, czy raczej dopiero teraz zaczęły się emocje i nerwowe oczekiwanie na ukazanie się płyty w sklepach i pierwsze reakcje publiczności?
Wydaje mi się, że dopiero teraz zaczęły się emocje. Chociaż pod koniec pracy nad płytą, gdy goniły nas terminy też było nerwowo, bo koniecznie chcieliśmy jeszcze dopracować niektóre rzeczy. Myślę, że się udało i dziś mamy dużą satysfakcję z wykonanej pracy. Teraz mam na głowie zupełnie inne rzeczy: praca nad teledyskiem, grafika płyty, wywiady, różne działania promocyjne, przygotowania do koncertów. Pracuję nad recitalem elektro-akustycznym i występem na Smooth Jazz Festival, plenerowymi koncertami, a także projektem na Festiwal Piosenki Filmowej w Krakowie, gdzie z orkiestrą symfoniczną zaśpiewam arie z filmów Walta Disneya. Tych spraw jest tak dużo, że mój komputer w głowie jest już mocno przegrzany.

Proszę powiedzieć, jak pracowało się Pani z mężem? Panuje bowiem pogląd, że nie powinno się pracować ze współmałżonkiem, bo konflikty z pracy mogą być przenoszone do domu i odwrotnie.
Znam małżeństwa, które nie powinny ze sobą pracować, ale są też takie, które tworzą świetny zespół i dobrze im się współdziała. Mój mąż i ja należymy do tej drugiej grupy. Mamy za sobą długi okres współpracy muzycznej, bo Michał gra ze mną już od trzynastu lat. Przygotowywaliśmy razem m.in. niektóre utwory na poprzednią płytę „Sexi Flexi”. Postanowiliśmy pójść o krok dalej. Mamy podobną wrażliwość i podobną estetykę. Wpływamy na siebie i inspirujemy się wzajemnie. Michał pokazał mi w muzyce wiele rejonów, których wcześniej nie znałam i bardzo się przy nim rozwinęłam. Jeśli chodzi o samą pracę nad płytą, to było nam o tyle wygodnie, że pracowaliśmy w domu i nie traciliśmy czasu na dojazdy. Najtrudniejsze było jednak oddzielenie spraw domowych, od studyjnych.

Zdradzi mi Pani, kto kogo bardziej zagania do pracy? Pani męża czy mąż Panią?
Myślę, że ja męża, ponieważ jestem osobą bardziej dynamiczną. Mam taki temperament, że lubię szybko działać. Michał woli pracować wolniej i dokładniej, choć tak naprawdę oboje jesteśmy perfekcjonistami. Ja mam jednak większe doświadczenie w pracy producenckiej i mobilizowałam Michała, żebyśmy na czas zamykali pewne etapy pracy nad materiałem muzycznym. Czasami musiałam być ośrodkiem decyzyjnym...

Ale rozumiem, że mieliście ustalone godziny pracy, a weekendy spędzaliście na odpoczynku i relaksie, a nie w studiu nagraniowym?
Och, nic z tych rzeczy... Byłoby cudownie, gdybyśmy mogli pracować tylko od ósmej do szesnastej. Ale nie było takiej możliwości. Praca była niestety dość nieregularna, a weekendy często mieliśmy zajęte na koncerty i inne projekty muzyczne. Ponadto wozimy naszego syna do szkoły muzycznej i mamy też czteroletnią córkę, która wymaga jeszcze innego typu uwagi. Chwile na pracę w studiu łapaliśmy nawet w środku nocy, a sprawy zawodowe omawialiśmy podczas przygotowywania obiadu. Ostatnie kilka miesięcy, czyli końcowy okres powstawania płyty, to była już większa mobilizacja i dyscyplina. Musieliśmy się trochę odciąć od świata i regularnie zamykaliśmy się w studiu.

Nowa płyta to w zamierzeniu zmiana stylu muzycznego, czy raczej kontynuacja?
Każda moja kolejna płyta jest rodzajem ewolucji. Nie jest tak, że skaczę z kwiatka na kwiatek i wymyślam sobie jakieś nowe style. Wiem, że pewnym zaskoczeniem była płyta „Sexi Flexi” i niektórzy uznali ją za rewolucyjną zmianę stylu. Dla mnie ma ona swój własny charakter, ale w jakiś sposób wyewoluowała z moich wcześniejszych dokonań. To nie tak, że zajęłam się jakimiś rzeczami, których wcześniej nie dotykałam. Nowa płyta „CoMix” jest w dużym stopniu kontynuacją mojego poprzedniego albumu. W utworach można rozpoznać dużo nawiązań do muzyki lat osiemdziesiątych, użyliśmy m.in. syntezatorów z tamtych lat, których brzmienie bardzo nas „kręci”. Choć większość piosenek, które się tu znalazły ma chyba głębsze przesłanie. Ale są też lekkie klubowe i imprezowe kawałki. Położyliśmy nacisk na melodię i na rytm. W większości utworów pojawiają się „żywe bębny”. Jest tu wiele ciekawych i niesztampowych rozwiązań, łącznie z brzmieniami instrumentów klasycznych. Zagrała nawet orkiestra smyczkowa.

Czy na płycie przeważa jakiś jeden temat, czy też raczej są to luźno powiązane skojarzenia?
Tak jak w komiksie, są to rozmaite obrazy i historie, choć tytuł płyty „CoMix” odnosi się do miksu, czyli mieszanki, muzycznego połączenia dwóch osób. Są tu piosenki bardzo różne. Takie, które opowiadają o moich własnych emocjach i przeżyciach, ale także historie oparte na wyobraźni. Śpiewam o wolności, o pozorach, o przeznaczeniu, o zmysłach. Nie uciekłam też od tematów miłosnych, choć nie ma ich dużo, bo ostrożnie podchodzę do śpiewania takich piosenek. Łatwo otrzeć się o banał. Aby tak się nie stało, muszą być bardzo szczere.

Panuje przekonanie, że polskie gwiazdy lubią się otaczać pięknymi ozdobami. Jak to jest w Pani przypadku? Wiem, że brała Pani udział w sesji promującej biżuterię Natalia Gold. Woli Pani diamenty, srebro, a może raczej szybkie samochody?
Na co dzień nie noszę zbyt wielu ozdób. Czasem ograniczam się jedynie do obrączki ślubnej. Biżuteria jest dla mnie rodzajem makijażu. Mam oczywiście kilka swoich ulubionych ozdób. Ostatnio uparłam się na pierścionek, który wygląda trochę jak kłębowisko gałęzi, jest zrobiony ze sre bra i pasuje mi do wszystkiego. Lubię ozdoby dość duże i charakterystyczne. Przyznaję, że jestem trochę „sroką”, jeśli chodzi o biżuterię, lubię wyławiać różne błyskotki. Ale dla mnie biżuterią są również okulary przeciwsłoneczne, których mam dużo i noszę je z upodobaniem. Jeśli zaś chodzi o auta, to powiem szczerze, że nie kręcą mnie samochody sportowe. Wolę modele duże i przestronne. Takie, w których czuję się bardzo komfortowo. Jeżdżę dużym, bezpiecznym samochodem – Dodgem Durango. Uważam, że na polskie drogi samochód z wysokim zawieszeniem jest dobrym rozwiązaniem. Duże auto jest wygodne ze względu na dzieci. Dwójka maluchów, zakupy, ktoś znajomy... i nawet w takim wozie robi się mało miejsca. Gdy wyjeżdżamy na wakacje, jesteśmy zapakowani po sam dach. Lubię ładne samochody, choć wolę te z „charakterem”. Czasem tylko, gdy muszę gdzieś zaparkować, tęsknię za małym samochodzikiem...

Czy najbliższe wakacje ma już Pani jakoś zaplanowane, czy też ze względu na koncerty trzeba będzie o tym zapomnieć?
Mamy już pewne plany, ale musimy je pogodzić z zaplanowanymi na lipiec koncertami. Chcemy spędzić łączony urlop – trochę w Polsce i trochę zagranicą. Marzy nam się, żeby wybrać się z dziećmi do Stanów Zjednoczonych na Florydę. Chciałabym odreagować i spędzić czas z nimi w Disneylandzie. Są akurat w odpowiednim wieku na taką atrakcję. Jaś jest jeszcze nie za dorosły, a Ania już weszła w ten okres, że będzie mocno przeżywała spotkanie z każdą wróżką i księżniczką. Pamiętam, że ja w wieku sześciu lat przeżyłam taką przygodę i wiem, że są to niezapomniane chwile. Po tym trudnym okresie związanym z powstawaniem nowej płyty całej rodzinie należy się taki relaks, infantylne odreagowanie.

A jeśli chodzi o koncerty, to czego możemy się spodziewać w najbliższym czasie?
Póki co zagram trochę plenerowych koncertów, ale jesienią marzy mi się trasa po klubach. Pamiętam, ile pozytywnej energii dała mi poprzednia trasa, promująca „Sexi Flexi”. Śpiewanie dla nieprzypadkowej publiczności, która kupuje bilety, zna piosenki to duża satysfakcja. Ale każda scena i publiczność jest wyzwaniem.

rozmawiał: Maciej Kocuj
foto: Błażej Żuławski dla EMI Music Poland