Rozrywka

Share |
2010-04-30

Zadowolona z życia

Aktorka warszawskiego Teatru Komedia i Sceny Prezentacje. Dziennikarka w „Grach ulicznych”, czarodziejka Yennefer w „Wiedźminie” oraz Judyta w ekranizacji prozy Grocholi.

Od lat oglądać ją możemy także w telenoweli „Na Wspólnej”. Autorka książki „Jak być zawsze młodą, piękną i bogatą”. Twarz marki biżuteryjnej Pilgrim. Prywatnie życiowa partnerka scenarzysty Cezarego Harasimowicza oraz matka dorosłego syna. Poznajmy bliżej Grażynę Wolszczak.
 

 


Z książki Pani autorstwa dowiadujemy się przede wszystkim, że jest Pani dobrym, pogodnym człowiekiem. Jak zachować tę pogodę, mimo tych nie zawsze najlepszych momentów w życiu?


W istocie nie jest to łatwe, ale wszystko można wypracować. Ja nauczyłam się, że w momencie, w którym zaczynam się nad sobą rozczulać – że wszystko idzie nie tak, że jestem nieszczęśliwa – najlepiej postukać się w głowę i spróbować spojrzeć na problem z szerszej perspektywy. Wtedy się na ogół okazuje, że pozorne katastrofy to tylko problemy, z którymi mogę sobie poradzić.

Jak być zawsze młodą i piękną? Pytam, pamiętając tytuł Pani książki…


Trudno w dwóch zdaniach odpowiedzieć na to pytanie. Ale najważniejsze jest to, jaki prowadzimy tryb życia i jakie mamy do tego życia podejście. Nigdy nie widziałam, aby dobrze wyglądał ktoś, kto nie lubi ludzi, życia i jest zgorzkniały. Dbanie o siebie jest więc także pracą nad pozytywnym postrzeganiem siebie, innych i tego co wokół nas. Moja książka w dużej mierze traktuje więc o pozytywnym myśleniu.

Bardzo dba Pani o tzw. higienę życia. Jak wygląda zdrowe życie w wydaniu Grażyny Wolszczak?


Przyznam, iż nienawidzę wszelkiej ortodoksji. Dlatego traktuję się raczej łagodnie i nie mam wobec siebie zbyt wygórowanych oczekiwań. Wierzę jednak, że człowiek został stworzony nie do leżenia na kanapie z pilotem od telewizora w dłoni, a do aktywnego życia. To powoduje, że z tej kanapy się zganiam i usiłuję się ruszać w takim stopniu, w jakim pozwala mi na to czas i aktualny nastrój. Jeżdżę na nartach, biegam na jogę lub choćby na zajęcia w siłowni.

Wracając do książki, jak to jest z tym byciem bogatą?


Postawiłam tezę odmienną od powszechnie obowiązującej. A mianowicie, że pieniądze szczęście dają. Dzięki nim mam bowiem poczucie bezpieczeństwa, nie muszę martwić się o to, co będzie jutro, czy będziemy mieli co jeść, co na siebie włożyć i za co pojechać na wakacje. Dla mnie to duży komfort, przede wszystkim psychiczny. Niestety nikt nas nie uczy, jak z tymi pieniędzmi się obchodzić. Zwłaszcza w rodzinach, w których zawsze tych pieniędzy brakowało. Tam biedę się dziedziczy. Dzieci uczą się, że o pieniądze bardzo ciężko. Trudno wyrwać się z zaklętego kręgu. Najwyraźniej widać to w środowiskach popegeerowskich. Natomiast dzieci przedsiębiorczych rodziców też są przedsiębiorcze. Mają bowiem dobry przykład i od najmłodszych lat są uczone, jak obchodzić się z pieniędzmi. Jeśli nie mieliśmy takiego szczęścia, by urodzić się w takiej rodzinie, warto na początek przekonać siebie, że potrafimy poradzić sobie w życiu, zarabiać pieniądze, że najnormalniej w świecie nam się to też od życia należy. Trzeba oczywiście poszukać, nauczyć się, jak do tego dojść, jak znaleźć pomysł na siebie. Bądźmy konsekwentni, a wtedy nasze marzenia staną się realne i możliwe do spełnienia.

Została Pani niedawno twarzą marki biżuteryjnej. Lubi się Pani otaczać pięknymi designerskimi przedmiotami?


Pewnie, że lubię. Są to rzeczy dodające życiu urody. Jednak nie przesadzam w tym względzie. Nie wydaję wielkich pieniędzy ani na dbanie o siebie, ani na ciuchy lub przedmioty. Duńska biżuteria Pilgrim, która dopiero wchodzi na polski rynek, jest świetna – już wiele razy koleżanki pytały mnie, co to jest, to co mam na sobie – i na szczęście dostępna nie tylko dla wybranych. Nowoczesne wzornictwo w przystępnej cenie.

Czy polega Pani zawsze na sobie, na swojej mądrości życiowej, doświadczeniu? Wiem, że lubi Pani wysłuchać także tego, co mają do powiedzenia wróżki.


Do wróżki zwracam się rzadko, tylko w cięższych chwilach, gdy czuję brak energii i ogarniają mnie jakieś lęki, wątpliwości. Wtedy mam potrzebę, by ktoś, kto wie więcej, upewnił mnie w przekonaniu, że wszystko będzie dobrze.

Które z tych najistotniejszych momentów w życiu sprawiły, że jest Pani takim człowiekiem, a nie innym?


Nie potrafię na to odpowiedzieć. Całe nasze życie to gromadzenie doświadczeń. Zawsze starałam się patrzeć świadomie na wszystko, co los mi przynosi i wyciągać określone wnioski.

A jeśli chodzi o sprawy zawodowe? Jakie były te przełomowe wydarzenia, role?


Wszystko było ważne – zaczynając od profesorów w szkole, po teatry, w których później pracowałam. Reżyserzy i aktorzy, z którymi się spotykałam. Te wszystkie doświadczenia składają się na to, jaką aktorką teraz jestem. Uprawiam zawód, który jest szalenie niewymierny, w którym liczy się praca, ale też niezmiernie dużo zależy od szczęścia, od przypadku.


Ale z pewnością są role, z których jest Pani szczególnie dumna, które doceniła publiczność?


Rzadko patrzę wstecz. Dla mnie najważniejsze są role, nad którymi aktualnie pracuję. Choć istotnie, można by wskazać kilka kreacji ważnych dla mojej – tak zwanej – kariery. Pierwsza z nich to oczywiście rola w „Grach ulicznych” Krzysztofa Krauzego, po której, może nie dla szerokiej publiczności, ale w środowisku zaczęłam być rozpoznawalna. A takim przełomem był na pewno „Wiedźmin” i rola czarodziejki Yennefer. Po niej wszyscy już wiedzieli, kim jestem.

W czym zobaczymy Panią w najbliższym czasie?


Właśnie zaczęłam próby w Teatrze Muzycznym w Poznaniu. Gram gościnnie w klasycznej, zwariowanej farsie „Mayday" w reżyserii Grzegorza Chrapkiewicza. To o londyńskim taksówkarzu, który ma dwie żony. Pewnego dnia podwójne życie, które prowadzi, wywraca się do góry nogami...

Jak to jest z graniem w telenowelach? Czy dla aktora jest to lekki i dość przyjemny kawałek chleba zapewniający ogromną popularność, czy raczej ogromne obciążenie i trzeba się za każdym razem mocno przekonywać do takiego sposobu zarabiania?


Jeśli przez lata gra się tę samą postać, to wpada się w coś w rodzaju koleiny – jest łatwiej, bo wszystko wiadomo, nie ma żadnych niespodzianek, ale z drugiej strony robi się nudno, bo nic nowego się nie dzieje, nie ma więc adrenaliny, która towarzyszy nowym wyzwaniom.

Czy jest Pani aktorką spełnioną, zadowoloną z propozycji reżyserów? Czy raczej widzi się Pani w innych rolach niż te dotychczas proponowane?


Nie ma takiej sytuacji, w której nie mogłoby być lepiej. Ale też nie ma takiej, w której nie mogłoby być gorzej. Wolę się cieszyć z tego, co mam, zamiast frustrować tym, czego nie mam.

A może jest jakaś wymarzona rola?


Nie, nie. W ogóle tak nie kombinuję.

Jest Pani więc aktorką zadowoloną ze swojej zawodowej aktywności, pozycji…


Ja jestem w ogóle zadowolonym z życia człowiekiem.

Tak pogodna osoba jak Pani zna zapewne przepis na sukces w relacjach z najbliższymi.


Trzeba uważnie przyglądać się potrzebom najbliższych, ale także umieć komunikować swoje. Muszą bowiem zostać zachowane sprawiedliwe proporcje. Umiejętność dogadywania się, kompromisu jest absolutnie niezbędna!
 


rozmawiała: Anna Zawadzka
foto: Karolina Poryzała